Dzisiaj jest: 23 Maj 20193,344,371 Unikalnych wizyt









Archiwum www.hutnik.krakow.pl:





Zapamietac?

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
5300km, 4 dni, 2 mecze - Hutnik rusza w Europę!


GlobeTrotters'02Litwa-Polska (Kowno) 25.03.2011
Na ten wyjazd wybiera się 5 osób w tym 2 sympatycznie Panie, plan był prosty nockę poprzedzającą mecz spędzamy w Olsztynie razem z chłopakami ze Stomilu. Wyruszamy w czwartek do południa, droga wydawała się długa, a więc i trzeba było zaopatrzyć się w alkohol tak żeby chociaż starczyło nam do okolic Kielc, jak się później okazało plan ten szybko legł w gruzach. Droga minęła szybko szczególnie dwóm osobą, które w okolicach Radomia nagle złapał sen i był tak mocny, że trzymał ich aż do okolic województwa Warmińsko-Mazurskiego. W okolicach Olsztyna czeka na Nas już fura z chłopakami ze Stomilu, która prowadzi Nasze auto do miejsca w, którym czeka reszta chłopaków. Miejsce to było bardzo sympatyczne i mamy nadzieję, że zawitamy tam jeszcze kilka razy w przyszłości. Po wspólnym spożyciu trunków Stomilowcy wiedząc, że w jedności siła rozwożą Nas na nocleg po całym mieście. Krótki sen i trzeba było się zbierać w trasę-kierunek Kowno, na początku wyruszamy w kilka aut ze Stomilem w Olecku czekamy na resztę Stomilowców i ruszamy w dalszą podróż w sumie długo ona nie trwała, bo kolejnym postojem była granica polsko-litewska. Po przejechaniu jej krótkie sprawdzanie aut i dłuższy postój planujemy już w Kownie. Dojeżdżamy na miejsce i udajemy się pod stadion, na miejscu widocznych już dużo Polaków, ogarniamy bilety i czekamy aż otworzą bramy, co się później stało każdy wie. Mecz był nudny więc opuszczamy stadion po pierwszej połowie i udajemy się w drogę powrotną, po przejechaniu kilku kilometrów łapie Nas litewski fotoradar. Stajemy gdzieś na stacji zatankować auto i kupić coś na drogę, ale sprzedawca jest nie ogarnięty i wyruszamy z taką samą ilością paliwa z jaką podjechaliśmy. Jako, że była noc to i sen przypominał o sobie, w tym miejscu szacunek dla kierowcy, który w dwie strony prowadził niezmiennie auto. W Warszawie łapie Nas drogówka, ale kierowca ma gadane i jedziemy dalej bez żadnego mandatu. W okolicach Kielc robimy mały postój na rozprostowanie kości i jakąś kawę, akurat w tym samym czasie na stacji była grupa małyszofanów z Gdańska, nie warto o nich nic pisać oprócz tego, ze byli. Trzeba było nadrobić ten czas, który straciliśmy na stacji, a więc kierowca nie schodził poniżej 120km. Dojeżdżamy do Krakowa, każdy udaje się do domu oprócz dwóch osób, które udają się jeszcze w góry (nie na pożegnanie Adama) Ogólnie wyjazd na plus, zresztą jak każdy kibiców Hutnika. Podziękowania dla kibiców Stomilu Olsztyn za wszystko.

Grecja-Polska (Pireus) 29.03.2011
We wrześniu padł pomysł żeby zorganizować busa na ten wyjazd, choć czasu było dużo to do ostatnich dni nie było pewne kto pojedzie, ostatecznie ruszamy w takim składzie: 7 kibiców Hutnika Kraków, 5 Stomilu Olsztyn, 2 Polonii Bydgoszcz, 2 Dyskobolii (w tym 1 panna), 1 Warty Poznań, 1 GKMu Grudziądz, 1 Korony Kielce. Wyjazd planowany był na godzinę 19 spod stadionu Hutnika, ale ostatecznie ruszaliśmy koło 23, bo chłopaki z osiedla Skarpa chcieli jak przystało na Nowohucian godnie pożegnać chłopaków z Olsztyna. Szybkie zakupy w Tesco i jedziemy, następnym celem była granica polska-słowacka. Po kilku postojach udaje Nam się dojechać do niej i tam moment grozy, koło w Naszym busie traci powietrze i nie jest pewne czy ruszymy dalej, wykorzystując tą przerwę wywieszany Nasze flagi, robimy kilka fotek i oczekujemy na przebieg sytuacji, ale kierowcą udaje się naprawić usterkę i jesteśmy gotowi by wjechać na nielubiane przez Lesia ( kierowca) słowackie drogi. Im byliśmy dalej tym coraz więcej osób odpuszcza melanż i usypia, ale 3 osoby tego dnia picie chciały skończyć nad ranem i nawet im się to udało. Krótki sen i budzimy się na Węgrzech, do dłuższego postoju zaplanowanego w Belgradzie było jeszcze kilkaset kilometrów, ale jakoś szybko zleciał Nam ten czas. Wjazd do Belgradu przypominał wysypisko śmieci, wszędzie na poboczach ulic było multum śmieci, dojeżdżamy pod jakąś stacje i tam planujemy powrót za 9h. Ruszamy całą grupą w miasto, głód dawał o sobie znać więc zahaczamy o jakąś pizzerie, jakimś cudem od razu policja pojawia się pod pizzerią i nie pozwala Nam wyjść każąc czekać na kogoś kto jest nad nimi. Po jakieś godzinie pojawia się kilkunastu policjantów i zezwala Nam na pójście w miasto, ale nie samym. Za cel obieramy sobie stadiony Partizana i Crveny, serbskie psy nie opuszczają Nas na krok, ale nie robią jakoś zbytnio problemów. Docieramy pod stadion Crveny, na pierwszy rzut oka ukazują się ich pomalowane ściany, wszystko reprezentuje się ładnie, nie stadion nie udaje Nam się wejść, ale trybuny było bardzo dobrze widać, udajemy się jeszcze do ich sklepiku klubowego, kilka zdjęcie i ruszamy na stadion lokalnego rywala. Stadiony położone są bardzo blisko siebie, akurat stadion Partizana okazuję się mniej gościnny i pozostaje Nam tylko podziwiać go z zewnątrz. Czas, który był przeznaczony na przerwę powoli się kończył i trzeba było wracać, zahaczmy jeszcze o MC Donalda, jakiś sklep i wracamy do busa w towarzystwie psów. Przed wyjazdem z Belgradu jeszcze każdy bierze coś w stylu prysznica na stacji i jedziemy do celu. Nastała noc i każdy odsypiał wydarzenia poprzedniej nocy, budzimy się nad ranem w Macedonii i tu zaczyna się psuć humor kierowcom za sprawą wielu bramek, które ciężko byłoby policzyć na palcach obu rąk :) Pogoda w Macedonii nie napawa Nas optymizmem, pada deszcz, jest zimno i szaro, ale po pokonaniu granicy i wjechaniu na tereny greckie ukazuję się słońce. Widoki były piękne, kierowca myśląc, że nie może być gorzej z bramkami niż w Macedonii szybko się przekonuję, że jeszcze wiele pieniędzy wyłoży na nie. Im bliżej Aten tym pogoda ładniejsza i Nasze humory coraz lepsze, zatrzymuje się gdzieś żeby zaznaczyć tam swoją obecność wrzutami na ścianach. Wreszcie dojeżdżamy do Aten, godzina jest już późna, szybko ogarniamy hotel, prysznic i wyruszamy na stadion żółtymi taksówkami, kupujemy bilety i wchodzimy bez problemu na trybunę z racami. Wywieszamy mniejszą kadrówkę na górze sektora, a drugą flagę rozkładamy na krzesełkach, ale z czasem pojawiło się coraz więcej januszy i musimy ją zwinąć. Ustalamy, że na hymnie odpalamy race i tak też robimy, ogólnie na meczu może 10% kumatych osób, reszta to ludzie mieszkający na co dzień w Grecji. Próbujemy coś dopingować z chłopakami, którzy znajdowali się na dole sektora, ale przy takiej liczbie januszy ciężko Nam to wychodzi.W drugiej połowie odpalone jest kilka rac i w sumie na tym można zakończyć aspekty kibicowskie z tego meczu. Po meczu udajemy się do taksówek i wracamy do hotelu, dla kilku osób plan jest prosty ruszamy w miasto, szybki prysznic i 5 melanżowników w tym 4 kibiców Hutnika rusza do baru, a że udało Nam się na meczu zdobyć numer do jednej sympatycznej Polki to udajemy się w miejsce gdzie Ona przebywała, zastajemy tak samych kibiców, jakieś piwko i postanawiamy zobaczyć Ateny nocą, za przewodnika służy Nam ta koleżanka, pokazuje polska dzielnice i zabiera Nas na tradycyjne greckie danie-suflaka, myśleliśmy, że ma to coś wspólnego z flakami jak się okazało jest to coś w stylu kebabu. Zjadamy tez przysmak i ruszamy do hotelu, jak się okazało kilku wyjazdowiczów jednak nie postanowiło iść spać tylko wykorzystać tą szanse i upić się w Atenach. I tak picie trwało do rana, można powiedzieć, że niektóre osoby były tylko gośćmi w swoich pokojach. Pobudka rano i ruszamy zobaczyć Akropol, widok z samej góry bezcenny. Rozwijamy flagi, odpalamy kilka rac i przypominamy skąd jesteśmy. Udajemy się metrem do centrum Aten, za przewodnika tak jak w nocy służy nam poznana na meczu koleżanka. Kilka godzin chodzimy po mieście zwiedzając różnego rodzaju zabytki, posilając się suflakami i piwami. Nastał czas powrotu, zahaczamy o miejscowy carrefour, robimy zapasy, wracamy do hotelu po rzeczy i udajemy się w drogę powrotną. Alkohol, który miał starczyć Nam na kilkaset kilometrów kończy się jeszcze w Atenach, ale w dobrych humorach jedziemy dalej. Przypominamy kierowcy, że przed nim dużo bramek, dało się usłyszeć piosenki typu "jeszcze jedna", " 10 bramka to za mało żeby Lesia załamało" itp. Jest późna godzina i wszyscy usypiają, budzimy się nad ranem i wiedząc, że czas to pieniądz robimy małego walka przez co jesteśmy 9h wcześniej w Krakowie. Droga się dłużyła, więc trzeba było coś robić, a że wpadła Nam w ręce płyta z serbskim disco-polo to urządziliśmy dyskotekę w busie, śmiało można powiedzieć, że nie jeden klub w Krakowie pozazdrościłby Nam tak udanej imprezy:) Po północy jesteśmy w Krakowie na dworcu, wszyscy oprócz kibica Korony ładują się w pociąg i ruszają w drogę powrotną. Podsumowując wyjazd zajebisty i jedno jest pewne z większością obecnych na tym wyjeździe osób pojedziemy jeszcze nie raz w taką podróż.
Pozdrowienia dla obecnych!









huteusz, 13 kwiecień 2011 21:53:01 0 Komentarzy ˇ 3727 Czytań


Komentarze


Brak komentarzy.
Dodaj komentarz


Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Designed by Szymon Dziukiewicz. Powered by PHP-Fusion Strona Glowna | Forum | Galeria | Hutnik TV | Klub | Stadion | Kibice